Trzy poprzednie części znajdziesz TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.
W książce „Język niemowląt” Hogg przedstawia swoją metodę samodzielnego zasypiania jako złoty środek pomiędzy ideą współspania Searsów a wypłakiwaniem (cry-it-out) Ferbera.
Spanie z dzieckiem według autorki zmusza rodziców do rezygnacji z własnego czasu, prywatności i potrzeby snu. Badania wskazują jednak na to, że rodzice dzielący łóżko z dzieckiem lepiej się wysypiają, matki dłużej karmią piersią, a niemowlęta lepiej przybierają na wadze [1]. Wiem, że doświadczenia moich obserwatorek na FB są podobne 😉
Tracy oficjalnie nie popiera wypłakiwania. Nie jest jednak tak daleka od potępianego przez siebie Ferbera, jak jej się wydaje.
Nauka samodzielnego zasypiania według metody Tracy zaczyna się od pierwszej nocy życia dziecka. Absolutna podstawa to niedopuszczenie, by dziecko zasnęło wtedy, kiedy czuje się dobrze i bezpiecznie: podczas karmienia, kołysania, noszenia na rękach. Life is brutal, przyzwyczaj się noworodku! To nic, że do wczoraj przez 40 tygodni zasypiałeś zawsze z mamą, kołysany, w ciepełku i z całodobowym dopływem jedzenia przez pępowinę. To se ne vrati. Okresu przejściowego Tracy nie przewiduje. Masz się natychmiastowo i bez szemrania przestawić na tryb „nie przeszkadzać”!
Według Tracy Hogg dziecko odkładane do łóżeczka po okresie aktywności czy kąpieli płacze, bo jest zmęczone i ma zbyt dużo wrażeń. Płacz ma według Tracy służyć zagłuszeniu nowych bodźców, odcięciu od nich, aby mogło w końcu zasnąć. Na pewno dzieci płaczą czasem ze zmęczenia. Ale czy nie robią tego częściej, bo wolałyby zasypiać z kimś niż same? (co ciekawe, Tracy nie dopuszcza zasypiania z rodzicami, ale pochwala wprowadzenie obiektu przejściowego, który jest substytutem więzi z bliskimi… Nie przyzwyczajaj się do ludzi, przyzwyczajaj się do przedmiotów. Pokrętna logika). A co, jeśli dziecko płacze w nocy? Jakie to niby bodźce, wrażenia je przestymulowały? Przecież jest ciemno i cicho…
METODA TRACY HOGG: PODNIEŚ – POŁÓŻ (… i złam)
Gdy niemowlę obudzi się w nocy, rodzic ma do niego nie mówić i nie patrzeć mu w oczy. Jeśli płacze, należy trochę odczekać (autorka nie precyzuje ile dokładnie), następnie poklepać dziecko po pupie, zanim ewentualnie weźmie się je na ręce.
Jeśli klepanie i czekanie nie zadziała, włączamy autorską technikę „podnieś – połóż”.
Zaspokajamy potrzeby płaczącego dziecka, biorąc je na ręce, a gdy tylko się uspokoi, odkładamy je. Nie wnikamy, co to za potrzeby, chyba że są oczywiste, np. zabrudzona pieluszka. Gdy znów płacze, podnosimy ponownie itd. Nie wolno nosić dziecka dłużej, niż to „konieczne”, a już na pewno nie pozwolić mu zasnąć na rękach. Jeśli niemowlę jest już starsze i po przebudzeniu siada w łóżeczku, nie podnosimy go, tylko kładziemy na materac. Siłą, rzecz jasna.
Ile razy powtarzamy całą zabawę? Aż do skutku. Tracy chwali się, że w przypadku jednego uparciuszka podnosiła go i kładła aż 128 razy (!!!), zanim się poddał. Całą noc spędziła na walce z przerażonym niemowlakiem, któremu może chciało się pić lub jeść, albo miał utajony refluks i na leżąco mleko cofało mu się do gardła, albo który uznał zapach obcej baby kręcącej się po sypialni za zagrażający i prosił rodziców o pomoc.
Matka i ojciec mają być w metodzie Hogg jak Dr Jekyll i Mr Hyde – dezorientujący. Za dnia mama jest czuła i nieustannie wchodzi z dzieckiem w interakcje, w nocy zmienia się w oschłą i odwraca od niego wzrok. Jakie wnioski może wyciągnąć z tego dziecko? Może takie: „Gdy najbardziej Cię potrzebuję, bo nie wiem, czy za rogiem nie czai się tygrys, jesteś niedostępna. Nie patrzysz na mnie, nie pocieszasz swoim głosem, poklepujesz mnie po pupie, gdy proszę o pomoc, gdy jest mi niewygodnie, gdy odczuwam głód, strach”. Czy rodzic ufający pani Hogg nie wysyła nieświadomie swojemu maleństwu komunikatu, którego nie chciałby wysyłać: „Możesz na mnie liczyć tylko wtedy, gdy jest jasno”?
Za skutecznością metody ma – zdaniem autorki – przemawiać to, że po 3-14 nocach, w zależności od wieku, dzieci zaczynają przesypiać całą noc bez pobudek.
Otóż, tak nie jest. Dzieci poddane treningowi samodzielnego usypiania w łóżeczku nie przestają się budzić. Dowodzą tego badania z użyciem podczerwieni. One przestają komunikować, że się obudziły. Przestają wołać rodziców. Niemowlęta budzą się, ale nie proszą rodziców o pomoc w zaśnięciu, próbując sobie samodzielnie poradzić z sytuacją przerastającą ich możliwości.
Skąd wiemy, że ta sytuacja je przerasta, że wywołuje u nich stres? Może po prostu błyskawicznie nauczyły się samouspokajać? Nic z tych rzeczy. Jednoznacznie wskazują na to badania poziomu kortyzolu – hormonu stresu – w ich ślinie.
W jednym z badań po trzech dniach treningu snu niemowlęta przestały płakać przed snem i w trakcie pobudek, ale nadal odczuwały stres. Poziom kortyzolu w trzecim dniu badania, gdy niemowlęta przestawały płakać i wyglądało na to, że są spokojne, był tak samo wysoki, jak pierwszego dnia treningu, gdy płakały [2].
MIT ZŁYCH NAWYKÓW
To, co Hogg nazywa „złymi nawykami” – usypianie podczas kołysania czy jedzenia – to nasze biologiczne wyposażenie, z którym się rodzimy.
Nie wpajamy noworodkowi nawyku zasypiania na rękach czy podczas kołysania. On od zawsze, od momentu powstania jako zlepek dwóch komórek w macicy był noszony. Od zawsze zasypiał podczas kołysania, a budził się, gdy siadałaś na kanapie. Przyjście na świat jest raczej oduczaniem go od noszenia niż przyzwyczajaniem do niego. Oczywiście, są niemowlęta, które nie potrzebują aż tak dużo noszenia jak klasyczne hajnidy. Bywają dzieci, którym wystarcza kontakt fizyczny zapewniany podczas karmienia, a potem chcą wojować z kończynami, leżąc samodzielnie na macie. I zasypiają same w łóżeczku bez problemu od pierwszej nocy. No i fajnie. Nie wmawiajmy jednak młodym matkom, że noszenie jest złe, że to niewłaściwy nawyk, że to psucie noworodka i kręcenie bicza na własne pośladki.
Absurdalny jest więc przykład podawany przez Hogg, jakoby niemowlę lubiło być na rękach, bo wracający po pracy tata oraz pochodząca z Gwatemalii opiekunka (ach te kraje trzeciego świata i ich chustowanie) nauczyli je ciągłego noszenia. Jasne, przecież stęskniony ojciec powinien pogłaskać niemowlę po główce i poczytać mu książeczkę z odległości. Co on sobie myśli z tym noszeniem! To tak, jakby powiedzieć, że matka nauczyła dziecko ciągłego siusiania, bo zmieniała mu często pieluszki 🙂 Nie mylmy przyczyny ze skutkiem!
Oczywiście kołysanie dziecka do snu może być męczące, zwłaszcza gdy zaczyna ważyć trochę więcej. Ale nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś musiał usypiać siedmiolatka, nosząc go na rękach. Myślę, że martwiąc się na zapas, co to będzie za kilka miesięcy czy lat, dokładamy sobie problemu tu i teraz. Dzieci dojrzewają i same dorastają do niezależności, do samodzielnego zasypiania, do wyprowadzki z sypialni rodziców. Wiem, że teraz możesz w to powątpiewać, Twoja mała córeczka czy synek naprawdę nie będzie usypiać przy piersi do osiemnastki 😉
TRACY HOGG A RYZYKO ŚMIERCI ŁÓŻECZKOWEJ
Niemowląt nie trzeba uczyć rozpoznawania dnia od nocy, a już na pewno nie przy pomocy głodzenia po zmroku i niepatrzenia w oczy. Wystarczy im w tym nie przeszkadzać – czyli np. nie zaciemniać okien podczas dziennych drzemek (o tym pani Hogg niestety nie wie). Nasz mózg reaguje w prosty sposób: światło = dzień = jesteśmy aktywni, a jak przyśniemy, to na krótko; ciemność = noc, czas na dłuższe bloki snu. Około 3 miesiąca życia niemal wszystkie zdrowe niemowlęta będą mieć dłuższe (co nie znaczy dziesięciogodzinne) bloki snu w nocy niż w dzień. Niektóre same z siebie już w 10 dobie życia zaczynają kumać, o co chodzi z tym rytmem okołodobowym [3].
Istnieją badania wskazujące na to, że rozregulowanie tego rytmu, np. poprzez tworzenie sztucznej ciemności w środku dnia, zwiększa ryzyko wystąpienia zespołu nagłej śmierci łóżeczkowej (SIDS) [4]. W książce Hogg nie znajdziemy na temat SIDS żadnych informacji. Co więcej, inne jej porady również stoją w sprzeczności z zaleceniami dotyczącym bezpieczeństwa dzieci. Rekomenduje się bowiem, aby niemowlęta spały w jednym pokoju z rodzicami co najmniej do 12 miesiąca życia (a nie od urodzenia w osobnym pokoju). Hogg poleca także spowijanie dziecka pięciomiesięcznego do snu, nie bacząc na to, że niemowlęta w tym wieku zaczynają się robić mobilne. A jeśli są zawinięte w otulacz, to po przekręceniu się na brzuch mogą mieć trudności z powrotem na plecy, czyli do najbezpieczniejszej pozycji [5].
BUDZENIE SIĘ JAKO „NAWYK ZWRACANIA NA SIEBIE UWAGI W NOCY”
Nie czarujmy się, pojawienie się w domu niemowlaka oznacza nieprzespane noce. Tak było, jest i będzie, nawet za tysiąc lat.
Budzenie się w nocy jest normalne. Każdy z nas budzi się kilka razy – niemowlęta budzą się częściej nie tylko dlatego, że są głodne, jest im mokro, zrobiły kupę albo jest im za ciepło. Budzą się, ponieważ ich fazy snu są krótsze i nie potrafią jeszcze samodzielnie przechodzić z jednej w kolejną. Z czasem, gdy układ nerwowy dojrzewa, sen nocny się konsoliduje, pobudek staje się coraz mniej, a dziecko samo potrafi przejść do kolejnego cyklu snu. I żadne treningi nie są do tego potrzebne, zapewniam.
To, co Tracy nazywa „nawykiem zwracania na siebie uwagi w środku nocy” nie jest nawykiem. Jest fizjologią, ewolucyjnie zrozumiałą. „Nawyk” ten pozwolił rodzajowi ludzkiemu przetrwać. Gdybyśmy jako gatunek spali kamiennym snem, nie dożylibyśmy czasów, w których można publikować szkodliwe poradniki dla rodziców. Zostalibyśmy zeżarci przez tygrysy, a niemowlęta umierałyby z odwodnienia, głodu, przegrzania, zaburzenia homeostazy i innych czynników, które obecnie kryją się pod hasłem „śmierć łóżeczkowa” [6].
ZAMIAST PODSUMOWANIA
Wierzę, że na podstawie moich czterech artykułów, wyrobiłaś sobie opinię na temat Łatwego Planu Tracy Hogg. Mam nadzieję, że pomożesz mi przerwać ten zaklęty krąg polecania „Języka niemowląt” kolejnym kobietom oczekującym pierwszego dziecka.
Ja też jestem matką. Wiem, co znaczy opiekować się wymagającym dzieckiem po siedmiu pobudkach w ciągu nocy, karmieniu i noszeniu na rękach. Ale wiem też, że cel nie uświęca środków i nie warto chwytać się przysłowiowej brzytwy, choćby zapewniano Cię w gładkich słowach, że jest ostra, ale skuteczna.
Bibliografia – podlinkowana w tekście.
Szukasz wsparcia i wiedzy, które zapewnią Ci spokojny start w macierzyństwo? Zamów "Czwarty trymestr"!

„Pani Od Snu”. Psycholożka, terapeutka poznawczo-behawioralna bezsenności (CBT-I), pedagożka, promotorka karmienia piersią i doula. Mówczyni i trenerka (pracowała jako ekspertka od snu m.in. z Google, ING, GlobalLogic, Agorą i Treflem), prelegentka TEDx. Certyfikowana specjalistka medycyny stylu życia – IBLM Diplomate – pierwsza w Polsce psycholożka z tym tytułem. Wspiera dorosłych i dzieci doświadczające problemów ze snem.
Więcej o Magdalenie TUTAJ.
Chyba czytałyśmy dwie różne książki.
Uważam, że „Język niemowląt” jest świetną propozycją dla każdego, kto chce mieć w miarę zorganizowane życie, być wyspanym i jak najmniej zmęczonym (ja musiałam m.in. ze względu na wymagającą pracę).
Z „Językiem…” jest tylko taki problem, że jak Tracy zaznacza na początku: każde dziecko jest inne, każde dziecko potrzebuje dostosowania pewnych zasad do niego i do danej rodziny. Moja córka nauczyła się sama zasypiać po 2 nocach (nie mogłam uwierzyć, gdyby trwało to 2 tygodnie nie wiem, czy dałabym radę), z dziennymi drzemkami był problem, ale poradziliśmy sobie po ok. 2 tyg. Muszę zaznaczyć, że nie stosowałam zasad z książki dosłownie – bo np. wyciągałam dziecko z łóżeczka, przytulałam i odkładałam (tylko, że pierwszej nocy było to ok. 20 razy). Dodam, że od początku nie spaliśmy z córką, bo mamy małe łóżko, a ja miałam problemy z kręgosłupem przez pół roku po porodzie i karmić mogłam tylko na siedząco (wtedy mniej bolało).
Tak samo było z poradami Tracy dotyczącymi karmienia. Moja córka chciała częściej i często jedne karmienie trwało nawet 40 minut, potem się uregulowało. Najważniejsze, co powinno się wyciągnąć z „Języka…” to przede wszystkim akceptacja naszego dziecka takiego, jakie jest (większość książek tego nie mówi, bo to niby takie oczywiste), spokojna obserwacja dziecka, zachęcanie do badania świata, ograniczenia i umiejętne chwalenie. Moja córka ma ponad 2 lata i gdyby nie pewne wskazówki z „Języka…” nie wiem, jak teraz wyglądałoby nasze życie. Nie demonizujmy uporządkowania, czytajmy ze zrozumieniem. Nikt nie zna recepty na żadne problemy – żadna książka, blog, położna, przyjaciółka – wszystko trzeba dostosować do samego siebie, także porady Tracy Hogg. Pozdrawiam.
Ufff… już nyślałam że jestem jedyną osobą która TH darzy cieplejszymi uczuciami;-) Ja co prawda posiadam „Zaklinaczkę dzieci” ale nie sądzę aby były istotne różnice. Odebrałam zawarte w niej rady (może z małymi wyjątkami) jako zachętę do odczytywania potrzeb dziecka i podążania za nimi oraz sygnałów jakie dziecko nam wysyła. Nie jako forsowanie czegoś na siłę, szczególnie jeśli całość zaczyna wdrażać się od pierwszych dni. W efekcie jestem mamą niesamowicie pogodnego, wiecznie roześmianego 5-mies. bobasa, na wyłącznym kp. I od początku słyszałam że wyglądam na wyjątkowo wypoczętą mamę;-) Karmienie na żądanie i latanie paralotnią? Możliwe, ale nie uwierzę że mówimy o mamie noworodka czy małego niemowlaka… Inna sprawa że faktycznie nie warto podążać w kwestii kp ślepo za TH (ale za którą książką można ślepo podążać?) – książka powstawała w i dla realiów USA gdzie kobiety nie mając urlopu macierzyńskiego szybko wracają do obowiązków zawodowych a więc i kp nie jest tak popularne. No ale przecież mamy swój rozum, niektóre rzeczy (np nocne karmienie) można przecież zmodyfikować:-) Z tego co ja czytałam to TH aby zmniejszyć częstotliwość nocnych karmień proponuje obfitsze karmienie w drugiej części dnia a nie usypianie na siłę głodnego niemowlęcia… Chciałabym też sprostować Autorkę bloga – noworodki, niemowlęta naturalnie nie boją się ciemności. One przez 9 mies. siedziały non stop po ciemku! Nie wiedzą też co to „tygrys”, „duchy” czy „potwór”, nie mają wyobraźni, myślenia abstrakcyjnego. Nasz synek od powrotu ze szpitala śpi w swoim pokoju. Razemnz mężem doszliśmy do wniosku że będzie to dla niego coś naturalnego, w przeciwieństwie do traumy jaką odczuwa np. dwulatek gdy nadchodzi czas „wyprowadzki” z sypialni rodziców. Myślę że noworodek i młodsze niemowle nie ma takiego poczucia obecności drugiej osoby jaką jesteśmy skłonni mu przypisywać. Przecież w macicy mieszkał całkiem sam! Myślicie że zdawał sobie sprawę że to na około to mamusia? Wątpie. Pojawienie się takiej świadomości zbiega się mniej więcej z pojawieniem się lęku separacyjnego, to on jest jej wyrazem! Więc nie trafia do mnie argument że maluszek chce być w nocy „blisko mamusi” – on chce żeby mu było ciepło i żeby go nakarmić jak będzie głodny. Na uczucia wyższe i sentyment przyjdzie jeszcze czas, to noe jest ten etap rozwoju. Maluszek potrzebuje za to (i w to głęboko wierzę) mamusi wyspanej i wypoczętej (oczywiście w miarę możliwości) która w ciągu dnia poświęci mu maksymalnie dużo serca i uwagi a nie utknie podczas długich sesji karmienia z nosem w tablecie z internetem/ebooku/smartfonie z darmowymi połączeniami. Swoją drogą nieszczególny pomysł aby takiego bobabsa wystawiać tak intensywnie na działanie pola EM. No nic, przemyśleń mam dużo chciałabym tylko podsumować mój wpis stwierdzeniem że czasem oprócz emocjonalnego odbioru warto rzecz przeanalizować na spokojnie, zastanowić się czy na pewno to jak my odbieramy świat i jakie mamy potrzeby (np. potrzeba bliskości drugiej osoby w nocy) można tak łatwo ekstrapolować na funkcjonowanie niemowlęcia. Ja w każdym razie zawdzięczam Tracy dużo dobrego, stosując się do jej sugestii z głową i dorzucając szczyptę własnych pomysłów i zaleceń autorów innych publikacji. Po prostu zdrowy rozsądek:-) Pozdrawiam!
„Myślę że noworodek i młodsze niemowle nie ma takiego poczucia obecności drugiej osoby jaką jesteśmy skłonni mu przypisywać. Przecież w macicy mieszkał całkiem sam! Myślicie że zdawał sobie sprawę że to na około to mamusia? Wątpie.” – a ja nie wątpię. Kiedy muszę wyjść na dłużej z domu i mój synek zostaje z moją mamą – jakoś sobie radzą. Trochę się pozabawiają, poprzytulają, w lodówce jest butelka z odciągniętym mlekiem. Ale jak tylko wrócę na buzi gości uśmiech jak nigdy i od razu muszą być przytulasy i pierś, nawet jeśli potężna porcja z butli dopiero co opróżniona. Ale co tam, pewnie to zbieg okoliczności i jestem dla niego jakąś obcą babą, której nie rozpoznaje i nie ma świadomości jej obecności. W tej chwili ma 3 miesiące. Kiedy po porodzie był w ciężkim stanie, przeniesiono go do innego szpitala, a ja zostałam w tym, w którym rodziłam. Mąż był przy nim ten czas, gdy leżałam w szpitalu i mówił, że widać po nim było, że mnie szuka, podobno dużo płakał. Po moim przyjeździe położne cieszyły się, że mogę go odwiedzać, bo był dzięki temu dużo spokojniejszy. Też przypadek, bo to „nie ten etap rozwoju”. Wcześniaków też pewnie nie ma sensu kangurować, bo takie to już w ogóle nie jarzą, nie ma sensu… Nic dziwnego, że osoba tak myśląca darzy TH ciepłymi uczuciami. Z pewnością byłaś wyspaną i wypoczętą mamą. No i co za szczęście, że nie trzymałaś dziecka w polu EM! Tylko „poświęcałaś mu maksymalnie dużo serca i uwagi”. Pytanie co to dla Ciebie znaczy skoro wychodzisz z założenia, że Twojemu dziecku i tak Twoja obecność była zbytkiem łaski 😛
A ja uważam że miałyście po prostu niewymagające dzieci. Mam synka którego nie da się odłożyć nawet w nocy. I żadna reguła Tracy czy innych nie pomoże bo nie da się go uspokoić. Po odłożeniu jest histeria i nawet kiedy później wezmę na ręce to dziecko się długo nie uspokaja. Walczę o możliwość odłożenia dziecka od 2 miesięcy i nic… Jest wręcz coraz gorzej mam wrażenie. Jeśli dziecko jest łatwe to nawet bez stosowania tych metod zaczbi samo zasypiać szybko, j Ali jest wymagające to nawet trening niewiele pomoże
Rozumiem Cię bardzo dobrze – od 10 miesięcy nie było mi dane spać dłużej niż 3 godziny non stop. Synek w nocy nie potrzebuje nawet brania na ręce czy kołysania – wystarczy pierś i zasypia spokojnie. Mój mąż też jest zadowolony bo nie musi zarywać nocy. Do tej pory synek spał z nami w łóżku ale to zaczyna się robić niewygodne bo jest w nocy bardzo dynamiczny i śpi nawet w poprzek łóżka. Masz może na to jakieś rady? Coraz częściej biorę pod uwagę odkładanie go do łóżeczka przynajmniej w pierwszej połowie nocy.
Możesz próbować z odkładaniem do łóżeczka, tylko czy nie będzie się w nim budził leżąc w poprzek? Inna opcja to dostawka do łóżka (wystarczy zdjąć jeden bok) – będzie blisko Was przez całą noc, ale bedzie miał też kawałek przestrzeni dla siebie. Możesz też poinspirować się tzw. Montessori floor bed – zerknij w necie, chodzi o ułożenie samego materaca na podłodze, zeby mobline już dziecko nie spadło z łóżka, ale zeby mogło się swobodnie w nim kręcić. Albo wymiana Waszego materaca na większy 😉 Możliwości jest wiele, trzeba eksperymentować.
Mamy dzieci w tym samym wieku.
Usypiam go przy piersi ok 19-20(na moim łóżku), odkładam do łóżeczka. Jak ja się kładę spać ok 23-24 a on się kręci to biorę go do siebie i karmię (taka niepełna pobudka bez płaczu) i o ile nie zasnę to staram się go odłożyć. Potem budzi się koło 3-4 i do rana śpi ze mną. Mąż osobno, nie jest mu komfortowo z dzieckiem.
Witam ja zaczęłam czytać tę książkę i doszłam tylko do etapu karmienia i dałam sobie spokój. Moja córeczka śpi ze mną od 2 miesiąca życia i od tej pory ja się wysypiam. Budzi się różnie czasami 3 razy czasami 10 ale jest dużo spokojniejsza. Ciszę się że trafiłam na ten blog bo dużo łatwiej mi zrozumieć moją kruszynkę. Dobrze że słuchałam swojego instynktu A nie porad bardziej doswiadczonych.
„Myślę że noworodek i młodsze niemowle nie ma takiego poczucia obecności drugiej osoby jaką jesteśmy skłonni mu przypisywać. Przecież w macicy mieszkał całkiem sam! Myślicie że zdawał sobie sprawę że to na około to mamusia? Wątpie. Pojawienie się takiej świadomości zbiega się mniej więcej z pojawieniem się lęku separacyjnego, to on jest jej wyrazem”.
Bzdura bzdurę pogania! Owszem, nie ma poczucia obecności drugiej osoby w takim znaczeniu jak osoba dorosła, bo nie ma jeszcze poczucia swojej odrębności! Lęk separacyjny jest wyrazem pojawienia się świadomości swojej odrębności. Więc tak, dopiero wtedy zaczyna sobie zdawać sprawę z tego że mama to oddzielna jednostka. Czyli dopiero wtedy granica między „ja” a „mama” zaczyna być wyraźna. A skoro wcześniej nie miał poczucia takiej granicy to znaczy, że „ja” było częścią mamy i na odwrót, dlatego tak ważna jest bliskość. A co do zdawania sobie sprawy, że dookoła to mamusia… Wszystko mi opadło. To, że dziecko nie ma „dorosłej” świadomości, że było w brzuchu mamy, to nie znaczy, że nie poznaje jej bliskości! Przez 9 miesięcy, więc całe albo przynajmniej zdecydowaną większość swojego życia, jedyne co dziecko znało, to mama. I jasne że niekoniecznie ma poczucie, że ten zapach który zna to mama, że to ciepło które czuje to mama itd., ale doskonale wie czy czuje to, co znajome, czy coś obcego. I nie trzeba tutaj się specjalnie wysilać intelektualnie, bo nauka już dawno to udowodniła – maluch poznaje smak, zapach, głos mamy, jej bicie serca itd. i nie musi mieć do tego „świadomości” że mama to mama! Wbrew pozorom, wcale nie musi od urodzenia wołać „mama”, żeby było jasne, że wie kto to jest.
I na koniec – uwielbiam takie głupie argumenty „mam radosnego pięciolatka”, podczas gdy wiadomo (ponownie – mówi nam to nauka, a nie doświadczenie „somsiadki” spod spożywczaka), że schemat przywiązania, który tworzy się w dzieciństwie będzie dawał znać o sobie do końca życia, a najwyraźniej dopiero jak dziecko dorośnie i samo zacznie budować związki. Naprawdę trzeba bardzo mocno dziecko terroryzować, żeby efekty było widać u pięciolatka na pierwszy rzut oka. Zresztą, jest cała masa dzieci, które były katowane i/lub zaniedbane w dzieciństwie i odnoszą sukcesy jako dorosłe osoby. Czy to w jakikolwiek sposób udowadnia, że można dziecko tak traktować i nic mu nie będzie?
Wszytsko fajnie, a co w sytuacji kiedy od 8 mc śpisz z dzieckiem, bujasz i zaspokajasz wszystkie potrzeby a ono bez przerwy budzi się co godzinę. Jak ma funkcjonować osoba nie śpiąca kilka miesięcy? Jak ma być ostoją dla dziecka, jeżeli cały czas jest zmęczona i zła? Co mam zrobić jeżeli dziecko jest zdrowe, pory zasypiania stałe, rytuały wprowadzone, pokój wietrzony itd. Próbowałam już żeby było w nocy cieplej, zimniej, żeby był ubrany bardziej i mniej, spać razem i osobno, z szumem, z kołysanką, z muzyką i w ciszy.. Może ktoś ma jakieś zlote rady? Albo choć jakieś pocieszenie kiedy to się może skończyć… (nie wyobrażam sobie takiego życia jeszcze parę lat ☹️)
My mamy dokładnie to samo, próbowalismy róznych konceptów, pomocy od 'psycholożek snu’ i właśnie na siłe wciskali nam metode Tracy Hogg, ale Czarek reaguje na to agresją. Jezeli chodzi o rytuały to juz po kilku dniach zaczął źle reagować już np pod koniec kąpieli zaczynał się płacz, to samo przy wejściu do jego zaciemnionego pokoju, nie wspominając o ubraniu w śpiworek. A co dopiero przy odkładaniu do łóżka. Krzyk, furia, płacz, nie chciał dawać się kłaśc. Podnosił się, trzymał szczebelków, i gdy pórobowałem go położyć to wyginał się w łuk, przy akompaniamencie krzyku jakbym go ze skóry obdzierał. Byłem w stanie raz wytrzymac 30 minut z czyms takim, ale to jest po prostu krzywdzenie dziecka.
W odpowiedzi słyszeliśmy ze trzeba tak nawet 40-90minut. No chyba kogoś po***ło za przeproszeniem. Każde dziecko jest inne i wymaga indywidualnego podejścia, a jakie rady jeszcze dostawaliśmy to 'prosze go klasc 30minut wczesniej/pozniej’. Niestety ale osoby które nam pomagały były po prostu full nastawione na tę metodę Tracy Hogg a ta metoda niestety nie na moje dziecko nie działa, a juz po przeczytaniu tych badań
https://www.researchgate.net/publication/51672449_Asynchrony_of_mother-infant_hypothalamic-pituitary-adrenal_axis_activity_following_extinction_of_infant_responses_induced_during_the_transition_to_sleep
Nawet nie chce o tym myśleć. Niestety ale prawdopodobnie jeszcze przez jakiś czas będziemy musieli to przetrwać
U nas jest tak samo, 8 miesięcy i pobudki co 1-1,5h. Też wszystkiego próbowaliśmy. Czy u Was się już poprawiło po skończeniu 1 roku?
Edyta, minęło kilka miesięcy – czy coś pomogło? Moja Nela ma prawie 11 miesięcy i sukcesem jest jeśli prześpi ciągiem 2 godziny. Tak jak Ty próbowałam już różnych kombinacji, rytuał jest stały już od kilku miesięcy, cudujemy i nic. A w dzień odespać nie ma kiedy, popołudniami pracuję i naprawdę ciężko się skupić po kilku bezsennych miesiącach.
Mój syn w wieku 3 miesiecy sypiał po 6-8 godzin ciągiem. Zaczął czwarty miesiąc i wszystko się zmieniło… Aktualnie ma 1,5 roku i nadal potrafi budzić się co godzinę. Polecam po prostu nie czekać na zmianę i zaakceptować, ze trzeba żyć w tych warunkach, jakie się ma. Wtedy frustracja jest jakby mniejsza 🙂
Moje dzieci śpią spały z nami. Pierwsza córka spała ze mną do 2 roku życia z małymi przerwami na łóżko własne. Później stwierdziła że jest już dużą i poszła spać do swojego łóżka. Średnia(2.5)śpi trochę z nami trochę u siebie. Mamy łóżko przystawanie do swojego. A najmłodsza s(6m) śpi z nami jest mi tak poprostu wygodniej karmie piersią. Na początku do 3 m staralam się ja odkładać ale gdy pewnej nocy prawie mi wyleciała z rąk(na łózko) w czasie KP usnęłam na siedziaca dobrze ze mąż bym w domu i czuwał . Więc śpi z nami ja jestem wyspana ona też gdy jest głodna sama się o obsługuje.
Podobnie jak jedna z Pań wczesniej mam wrazenie, ze czytalysmy inne ksiazki. Zupelnie abstrahujac od kwestii popierania lub nie popierania teorii Hogg – artykul przeklamuje tresci przedstawione w ksiazce. Szkoda, bo to czyni Autorke Bloga niewiarygodna.
Trudno odnieść mi się do zarzutów o niewiarygodności, gdy podaję dosłowne cytaty z książki
Kurcze. Bardzo lubię i zgadzam się z Twoimi artykułami ale na prawdę ja też mam wrażenie, że czytałyśmy zupełnie inne książki… cytując kogoś gubi się kontekst… a może to tłumaczenie? Ja czytałam wersję ang i zupełnie ale to zupełnie inaczej odebrałam porady i wskazówki Tracy 🙂 i uważam tę książkę za bardzo wartościową. Powiem więcej – jak zaczęłam czytać Twoje artykuły to cieszyłam się, że o wielu rzeczach już wiem właśnie z książki Tracy
Hogg posługuje się gładkimi słówkami w stylu „elastyczność” i „wsłuchiwanie się w potrzeby”, po czym niezarażona pisze, że nie wolno dopuszczać do fizjologicznego połączenia karmienia z zasypianiem, że żadne niemowlę nie potrzebuje być karmione co godzinę itd. To jest wsłuchiwanie się w potrzeby dziecka?
Ja również mam wrażenie, że czytałam inną książkę. 😉 Pewne rzeczy proponowane przez TH zupełnie mi się nie podobają, ale nie odebrałam jej książek tak negatywnie. A co do tego, że kiedy dziecko śpi z rodzicami, rodzice lepiej się wysypiają: w naszym wypadku to nieprawda. Nasz 14-miesięczny synek, karmiony mm, śpi z nami w łóżku i budzi się kilkanaście razy w nocy, od urodzenia. Ani razu nie przespał „ciągiem” dłużej niż 1,5 godziny, a najczęściej budzi się co 40 minut. Był moment, że próbowaliśmy odłożyć go do łóżeczka, ale nie było żadnej różnicy – budził się dokładnie tak samo, za to nam było ciężej wstawać. Po tylu miesiącach musieliśmy wypracować kompromis: ja zajmuję się synkiem w nocy w dni robocze, a mąż śpi z nim w weekendy. Synek budzi się tak samo niezależnie od tego, które z nas z nim śpi. Wydawało mi się, że to wyjątek, ale sporo moich znajomych mówi o tym samym – śpią z dzieckiem w łóżku, a dziecko i tak budzi się kilkanaście razy. Coraz bardziej skłaniam się ku temu, że to nie samo współspanie ma kluczowe znaczenie… Czasami po prostu są takie dzieci, które niezależnie od czegokolwiek budzą się 12 – 16 razy w nocy. Synek ma alergię na gluten i białko mleka krowiego, ale pilnujemy diety, więc raczej nie jest to powodem pobudek.
Wszyscy budzimy się w nocy około kilka, a nawet kilkanaście razy. Tylko jako dorośli tego nie zauważamy (nie pamiętamy), ponieważ z łatwością przechodzimy od jednej fazy snu do kolejnej i wybudzenia. W ciekawy sposób można to sprawdzić śledząc zapis snu ze zwykłego smartwatcha, jakie teraz są bardzo popularne. U niemowląt nie ma jeszcze tak dobrze rozwiniętej umiejętności samodzielnego wyciszania się i ignorowania pewnych bodźców: przykładowo odruch Moro (gwałtowne rozkładanie rączek pod wplywem strachu), który zanika około 4 miesiąca, do tego czasu potrafi zupełnie wybudzić takiego malucha. A on zupełnie nad tym nie panuje! Stwierdzenie, że rodziny bądź matki z dziećmi śpią lepiej, niż przy spaniu osobno dotyczy faktu, że przy wspólnym spaniu nie ma potrzeby wstawać do malucha. Najczęściej kończy się na przytulaniu, karmieniu czy innym kojeniu i ponownym wspólnym zasypianiu. Rozumeim, że u Państwa nie ma różnicy w strukturze snu syna – ale czy gdyby za każdym jego przebudzeniem musiała Pani wstawać, zapalać pewnie światło lub małą lampkę, a następnie po pewnym czasie wracać do łóżka, byłaby Pani (i mąż) lepiej wyspana?
wszystkie dzieci są na początku „High need”… Tracy Hogg pisze jak stopniowo usamodzielniać dziecko, nie widzę nic w tym złego żeby dziecko potrafiło zasypiać samo, usypianie dziecka przy piersi, z mojego doświadczenia nie jest czymś, co pozwala mu spokojnie spać przez całą noc. daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa, bo podczas przebudzeń, płytszej fazy snu gdy wyczuje brak sutka, mleka, ciepła domaga się znowu. Moim zdaniem taki model jaki Pani poleca jest bardzo niebezpieczny dla mam na dłuższą metę… Poniekąd jestem zdania, że zezwala się dzieciom na „terror”. Bądźmy przy nich, ale dajmy im się pomalutku usamodzielnić, choćby w nocy. Matka musi być wypoczęta, bo wtedy ma ochotę, siłę spędzać z dzieckiem wspaniałe, aktywne chwile w ciągu dnia, a jak tu być wypoczętym kiedy dziecko budzi się co 2-3h a nawet 1h i to nie przez 1-2dni jak w ciągu choroby, tylko grubo ponad rok.
Zgadzam się z wypowiedzią Pani Barbary Sośnickiej.
Pozdrawiam
Zupełnie się nie z Panią nie zgadzam. Okres niemowlęctwa nie jest czasem na usamodzielnianie dziecka! „Terroru” nie skomentuję, w moim słowniku w odniesieniu do dzieci takie hasło nie istnieje. Trudno o coś dalszego Rodzicielstwu Bliskości.
Argument o niewysypiającej się przez lata i niemającej energii do zabawy matce jest czystą demagogią – sugeruje, że nie ma żadnych innych strategii zaspokojenia potrzeby snu matki niż behawioralne treningi snu w stylu TH. A to nieprawda.
Masakra. Dyskusja jest jałowa bo jak sie nie ma high need to ciezko zrozumiec ze wywalenie dziecka z łóżka to terror bo nie widac tego po nim. A jak sie ma to widac ze cierpi. Z drugiej strony fajnie ze takie blogi czytaja nieprzekonani bo spodziewalem sie ze tylko moja partnerka to czyta zeby utwierdzic sie w swoich pogladach.
Nie czytałam tej książki, ale nie wiem, jakie to są niebezpieczeństwa i „terror” związany z tym, że zaspokaja się potrzeby maleńkiego dziecka. Pytam jako matka czterolatka, wynoszonego, wytulonego i karmionego piersią ponad 3 lata.
Te niebezpieczeństwa są jak czarna Wołga porywająca dzieci albo ośmiolatek ssący pierś matki na przerwach w szkole. Wielu słyszało, nikt nie widział 😛
O zgrozo mój mały „terrorysta” od urodzenia dostawał w nocy pierś na żądanie (w dzień rowniez). I o zgrozo zawsze przy niej usypiał. Teraz ma 3 miesiące i potrafi przespać ciągiem kilka godzin w nocy. A nawet jak się obudzi to po zaspokojeniu głodu czy też pragnienia bliskości spokojnie zasypia. Dla mnie to nie jest wielki problem bo mam synka blisko i te dwie czy trzy pobudki nocne różnicy mi nie robią. Jestem w stanie poświęcić się dla niego. A i wcale nie wybudza go brak sutka w buzi… A na naukę samodzielności przyjdzie jeszcze czas.
3-miesięczne dziecko… Dziękuję ekspertko. Ja po 9 miesiącach wróciłam do pracy, a przez kolejny rok karmiłam jeszcze piersią. I wierz mi, że jak musisz wstać rano (co rano) i jeszcze używać w pracy mózgu to te kilka pobudek robi różnicę. W końcu odstawiłam córkę metodą siłową (niemalże z dnia na dzień) bo żadne inne sposoby stopniowego odstawiania nie działały. Mam kumate dziecko, które raz da się oszukać, zamotać, czy odwrócić uwagę. Ale drugi raz to już nie zadziała.
I tak, nie jestem zadowolona, że tak to się skończyło, ale nie miałam zbyt dużego wyjścia.
Jaki dramat. Jestem mecenasem. Wróciłam do pracy 4 dni po porodzie. Każda czynność w pracy wymaga myślenia. Syn 1 karmiony do 2 roku życia. Przez 2 lata wstawał w nocy do 3 h. Uważam że ekstra. Spaliśmy z nim i ja byłam bardzo wyspana. Jeżeli ktoś ma w nocy 3 pobudki to może powinien się sobie przyjrzec i swojemu zdrowiu?
Jak doszłam do fragmentu o kortyzolu, to aż jęknęłam.. Matko! Co ja mogłam mojemu dziecku zafundować!
Mam to samo odczucie co do TH- poleciła mi ją znajoma (położna i mama dwójki maluchów), ale te hasła pod publikę i zaprzeczanie w kolejnej linijce odepchnęło mnie od autorki tego „bestselleru”. Na szczęście niedługo potem odkryłam Hafiję, Mataję i inne bliskościowe źródła, które bardziej były dopasowane do mojej wizji rodzicielstwa (które wcześniej niewypowiedziane, ale tkwiły mi w głowie ;)). Pozdrawiam Autorkę bloga- świetna robota 🙂
Dziękuję, Aniu! Zapraszam częściej 🙂
Myślę, że niektóre mogą faktycznie rzadziej się budzić, jeśli budziły się, żeby „poszukać” opiekuna (węchem i słuchem oczywiście).
Jak poczytałam sobie o treningu usypiania to zrobiło mi się gorzej…uważam, że to okrutne! Mój syn ma 15 miesięcy, jest tulony, noszony, śpi z nami, jest karmiony piersią. Nie czuje się terroryzowana:P Precz z Tracy !!!
Witam, jestem mama dwóch córek urodzonych dokładnie rok jedna po drugiej. W pierwszej ciąży dostałam książkę TH i skorzystałam z wielu jej metod. Głównie prowadziłam bardzo uporządkowany dzień karmiła co trzy godziny. Bardzo mi to ułatwiło życie szczególnie przy drugiej ciąży bo będąc w niej miałam dwumiesieczne dziecko, a potem dwa bobasy. Nie oidazalam ślepo za wszystkimi wskazówkami no tak się nie da. Tulipan glaskalam piescilam ile się dało. Jak każda normalna matka. Zawsze brałam na ręce jak plakaty. Zasypialy przy karmieniu szczególnie wieczorem. Ale dzięki Radom TH spały bardzo szybko długo i same w łóżeczku. Druga córka miała gorszy start, kołki, ale wszystko się unormowalo. Ta książka bardzo nam pomogła i polecę ją każdemu. Trzeba ją tylko dopasować do siebie. Nasi znajomi zawsze nam zazdroscili przesłanych nocy i łatwych w „obsłudze” dzieci. To nie moze być przypadek ze obie były takie. Ta książka bardzo nam pomogła. Pozdrawiam
Jestem matką dziecka wymagającego i administratorką największego forum dla matek takich dzieci. Obracam się w ponad dwutysięcznym skupisku matek niewyspanych, czy to wystarczy?
Pomiędzy oddawaniem dziecka do domu dziecka a wypłakiwaniem są inne opcje.
Czytałam trzykrotnie, żeby napisać ten tekst, nie planuję marnować czasu po raz czwarty 😉
Odnośnie piętnowania zasypania z dzieckiem – rozdział pod tytułem „Sen” pod nagłówkiem „Zastąpmy modne teorie rozsądnym podejściem do snu” i kolejne podrozdziały.
Czytałam Tracy Hogg i mam mieszane uczucia wobec niej.
Pisze, że dziecku należy się przede wszystkim szacunek, należy słuchać jego potrzeb – ok, pełna zgoda. Ale jak się ma do tego podnoszenie i odkładanie dziecka 126 razy w ciągu jednej nocy?? Skoro dziecko aż tyle razy się budzi, płacze, to znaczy, że coś jednak jest nie tak, jakaś jego potrzeba nie została zaspokojona. Gdzie w tym szacunek i wysłuchiwanie się w potrzeby dziecka?
Też mam ten problem. Bo najpierw jest, że płacz to język i że dziecko przez to wyraża swoje potrzeby – no i z tym trudno się nie zgodzić. A potem to podnieś-połóż. Bo jednak jeśli dziecko trzeba uspokajać ponad 100 razy, to chyba znaczy, że 30 sekund na rękach nie zaspokaja jego potrzeby bliskości…
A ja mam wrażenie, że Autorka czytała książkę juz z nastawieniem jaka to TH jest okrutna i zła i potwierdzenia tej teorii szuka, a na dodatek jest przekonana o własnej jedynej słusznej metodzie wychowywania. Czym w sposób nieobiektywny zniechęca do przeczytania książki i wyciągnięcia własnych wniosków. A zapewniam, ze powyższe są wyrwane z kontekstu i mocno zdemonizowane. Tymczasem i dzieci i matki i sytuacje są różne. Z całą pewnością nieszczęśliwa matka nie da szczęścia dziecku. A jes Autorka nie potrzebuje w ogóle snu – brawo dla niej.
Przeczytałam wszystkie 4 wpisy dotyczące TH i zgadzam się w 100% z autorką bloga 🙂 No ale jakbym się dala wcześniej na to nabrać i stosowala te metody to chyba też zareagowałabym z zaciekłością, że „czytałyśmy inną książkę” 😉 jeszcze napiszę dla równowagi: dla takich wpisów będę wracać na tego bloga.
Nie stosowałam metody Tracy Hogg, ale marzę o dniu, w którym mój trzymiesięczny synek nauczy się sam zasypiać. Na razie każda drzemka, to istna walka. Kiedy jest senny, od razu wpada w furię i zaczyna się niemożliwy do opanowania krzyk (odkryliśmy patent na podanie mu kroplomierzem kropli symetikonu i gdy tylko zacznie ssać, wkładamy smoczek). Następnie nosimy go na rękach i „szumimy” aż zaśnie, ale najczęściej jeszcze długo walczy, więc są jeszcze historie z wyrywaniem się, wypluwaniem smoczka, grzechoczemy butelką z grochem itp. W końcu kiedy mały śpi odkładamy go do łóżeczka lub wózka i w ciągu dnia drzemka trwa 30min a w nocy najpierw przesypia kilka godzin a później już budzi się co godzinę (najczęściej bierzemy go do swojego łóżka, żeby szybko reagować na przebudzenia). Zdarza mu się też usnąć przy piersi, z czego się cieszę, bo przynajmniej zasypia w „łagodny” sposób. Ten cały proces to istny koszmar! Kiedy tylko mały zaczyna być senny, mam łzy w oczach przed tym, co mnie czeka. Kręgosłup boli już do tego stopnia, że za chwilę będę potrzebowała tabletek – to wszystko nie brzmi jak długoterminowe rozwiązanie. Nie wiem już, jak sobie z tym poradzić i jak uczyć dziecko samodzielnego zasypiania.
Nie chcesz zeby spal z Wami ?
Zaczęłam czytać „Zaklinaczkę dzieci”, ponieważ moje 3-miesięczne dziecko w ogóle nie śpi w dzień, a w nocy budzi się kilkakrotnie i miałam nadzieję trochę ustabilizować młodzieńca. To, co dotychczas przeczytałam, podobało mi się, aczkolwiek nie było tego wiele, więc z ostateczną opinią się powstrzymam.
Chciałam tu jednak napisać jedną ważną rzecz. Mianowicie nie wolno głodzić dziecka nocą! Właściwie, to nie wolno głodzić dziecka w ogóle! Owszem, należy się nauczyć języka niemowląt, a nie pakować dzieciakowi cycka lub butlę od razu jak zakwili (sama popełniałam ten błąd z początku). Ale nigdy, ale to nigdy nie wolno odmawiać dziecku jedzenia. Szczególnie noworodkowi, który ma mały żołądeczek.
Moją babcię uczyli (ponad 50 lat temu), że noworodek ma spać w nocy bez przerwy 6 godzin- bez karmienia i przewijania w tym czasie. Nie wolno mu w tym śnie przeszkadzać. Tak też „trenowała” moją mamę kiedy się urodziłam. Płakałam nocami do końca 3 miesiąca. Potem przestałam. Twierdzili, że miałam kolkę, hmmm… Dziwnym trafem ta kolka zawsze się trafiała wtedy, kiedy mnie nie karmiono. Ciekawe, czy jak zrobiłam kupę 5 minut po tym, kiedy miałam zasnąć na te magiczne 6 godzin, to też mnie nie przebierali. Druga cudowna rada mojej babci i sąsiadek- nie noś małej, bo potem będziesz miała przechlapane. Moja mama siedziała przy łóżeczku i płakała razem ze mną- obie byłyśmy nieszczęśliwe. Koniec tego jest taki, że mam 30 lat i wciąż boję się ciemności. Prawdopodobnie dlatego, że kojarzy mi się z głodem i brakiem bezpieczeństwa, jakie daje bliskość i pełny żołądek.
Ja się zgadzam z każdym Twoim słowem. Może pedagożki tak mają 😉
Polecono mi tą książkę i próbowałam jakoś dostosować metodę TH do swojego dziecka. Chodziło mi przede wszystkim o zasypianie. Oczywiście nie wychodziło, bo córka zasypia mi na rękach i dopiero ją odkładam, tak mi jest łatwiej i myślę, dlaczego nie? Skoro tak jej dobrze. Poza tym gdy podrośnie już nigdy więcej w życiu nie będę miała okazji przytulać jej malutkiego, bezwładnego ciałka, więc się tym napawam. Ale do rzeczy! Nasluchalam się, naczytałam, że maluch trzymiesięczny może powoli „uczyć się samodzielnego zasypiania”, znajome już komentują, że „ich dzieci to już same same”, no i masz. Stwierdziłam, że ok, nauczymy ją o 21 zasypiać. Walczyłam wczoraj z godzinę z jej płaczem, metodą TH i na szczęście trafiłam na Twój wpis. Pomyślałam „Fuck!!”, wzięłam Polę i po pół godzinie siedzenia z nami w salonie zaczęła ziewać. Zasnęła pokołysana w pięć minut. Żal, jak głupia byłam. Od dzisiaj nie zmuszam, do niczego. Łatwy Plan jest dla rodziców, a moim priorytetem jest dziecko. Dziękuję, tyle w temacie.
Nie czytałam tej książki,nawet o niej nie słyszałam,za to wpadli mi w ręce m.in Searsowie, których polecam wszystkim. Chciałam w tym miejscu napisać tylko,ze my preferujemy wspolspanie i wszyscy jesteśmy zadowoleni. Synek tak na prawdę sie nie budzi w nocy tylko dosysa do piersi czasem nawet co godzinę,gdybym miala wstawac i odkładać go do łóżeczka to bym chodzila jak zombie,a tak to wszyscy wyspani ? Juz nie mówiąc o jakims treningu dziecka, dla mnie „łatwy plan” to bach do wspólnego łóżka i śpimy ?
Od jakiego wieku spicie razem ? Na razie moje dziecko ma 2 miesiace, to dostalam rady, ze lepiej nie, bo mozna przydusic.
Dzieki z gory
Ja zaczęłam spać z dzieckiem jak miał właśnie 2 mc i nie ma we mnie strachu że przydusze, jestem bardzo czujna odkąd mały się urodził. Poczytaj zasady bezpiecznego wspolspania, powinny cię uspokoić. Wcześniej spał w dostawce i było ok, ale od jakiegoś czasu zaczął się strasznie wiercić w nocy przez co nie mogłam spać, przekręcał się w dostawce machał głową, bałam się że się poobija i przez to całe noce nie spałam nawet jak on spał. Teraz śpimy razem nie jest idealnie, ale przytulony do mnie aż tak się nie rzuca i ja się lepiej wysypiam bo jak jest blisko to wiem że nic mu się nie dzieje złego. Martwię się tylko tym jego rzucaniem przez sen, próbujemy różne rzeczy zmieniać, ale jak na razie nic nie działa.
Sprawdz pieluche, moja mala sie rzuca jak ma mokro, zmieniam w nocy w lozku na spiocha i od razu sie uspokaja
Dokladnie! Tez tak mamy z 8 miesieczna corcia ? A te wspolne poranki sa boskie i pomysle ze to taka krotka chwila i zaraz nedzie nastolatka – napawamy sie bliskoscia. Pozdrawiam 🙂
To zależy jak ta książka jest odbierana Moja ciocia Niestety odebrała ją zbyt dosłownie i jej niemowlę musiało chodzić Jak w zegarku na dodatek tego poszła do pracy 4 miesiące po porodzie na pełen etat w skutek czego dziewczynka jest teraz niegrzeczna i mocno sfrustrowana Przynajmniej ja w tym upatruję przyczyny. Ale faktycznie jeżeli ktoś zwraca uwagę na to co dobre w tej książce to dużo można się nauczyć Ale osobiście bardziej polecam książkę”Przytul mnie mocno” którą chyba autorka tego bloga czytała albo ma bardzo podobne poglądy.
Nie poleciłabym tej książki matkom pierwszego dziecka, a przynajmniej niech jej nie czytają na początku? Prawie rozwaliłam sobie kp bo jak to dziecko zasypia przy piersi, musi w łóżeczku. Zafundowałam sobie i dziecku trochę stresu z tym odkładaniem go po karmieniu aż powiedziałam dość. Najwidoczniej moje dziecko nie pasuje do planu T. Hogg? Za to bez jej porad moje dziecko przesypia noce, wie że po kąpieli idziemy spać i dostaje cyca wtedy kiedy chce, a nie co dwie godz? Fajnie za to opisała te sygnały niewerbalne tyle, że ja zaczęłam je rozumieć po paru tygodniach po prostu zgraliśmy się z synkiem?
Gdyby to było takie piękne, że bujam dziecko na rękach, odkładam a ono śpi! Niestety moja nie była tak prosta w obsłudze. Bujam- odkładam- budzi się. Z płaczem, że się nie wyspała. Znowu bujam ( min. 15 min, żeby przeszła w glęboką fazę snu)- odkładam- nie śpi. Bujam- odkładam- nie śpi. Nawet bezpośrednio po karmieniu piersią. Nawet w nocy. Bujam- odkładam- nie śpi. Czasem się udało odłożyć za pierwszym razem. Święto! Przeważnie za drugim. Czasem po godzinie czy dwóch takiej zabawy przespała sama 20min. Czasem po którejś próbie stwierdzała, że się już wyspała. Koszmar. Wytrzymałam 8 miesięcy. Niedawno doprowadziła mnie do granicy wytrzymałości. Po przepłakaniu przeze mnie całego dnia i drugiej nieudanej próbie odłożenia wieczorem spać zostawiłam ją w łóżeczku. Śpiewałam, głaskałam. Jak się mocno rozpłakała wzięłam na ręce, uspokoiłam, odłożyłam. Płakała 1h i 15min. Zasnęła. Poszłam za ciosem. Nadal płacze przy usypianiu. Czasem godzinę a czasem 15 min. Czasem uśnie przy wieczornym karmieniu. Różnie. ALE nie wybudza się po odłożeniu! Nie wiem czy dobrze (dla niej) zrobiłam ale dla mnie to gigantyczna poprawa.
A co z dziecmi,ktore sa przyzwyczajone do ciaglego noszenia?Mam z tym straszny problem.Dochodzi do tego,ze nie moge ugotowac obiadu.Ciężko nawt do marketu wyjsc,bo maluszek nie chce siedziec w foteliku.
Odnośnie artykułu w odnośniku [2].
Poziom kortyzolu był badany zarówno u matek jak i dzieci jedynie pierwszego i trzeciego dnia „treningu samodzielnego zasypiania” zaraz przed i 20 min. po zaśnięciu. Mamy zatem jedynie 4 pomiary stężenia kortyzolu podczas 5-dniowego badania. Jak wyglądał poziom kortyzolu np. 3 godziny po zaśnięciu? A jak np. 14 dnia, 9 dni po wypuszczeniu matki z dzieckiem do domu? Tego się już nie dowiadujemy. Autorzy artykułu sami sugerują, że po 3 dniach odpowiedź fizjologiczna dzieci jeszcze musi się wypracować (mimo tego, że już nie płaczą podczas zasypiania), cytuję „However, after only three trials of the program the infants’ physiological response to the self-settling experience had yet to habituate. It is particularly interesting that the behavioral component of the stress response habituated more quickly than the HPA component of the stress response”. Czyli możliwe, że poziom kortyzolu 5,10,21 dnia jest już w normie. Ale tego nie wiemy, bo to nie zostało zbadane. Chyba, że posiada Pani odnośniki do badań.
Pomija Pani również fakt, że zanotowano spadek kortyzolu u matek w 3 dniu badania co, cytuję „[…] mothers may feel more comfortable with addressing infants’ care needs”. Czyli mniej zestresowana matka jest w stanie lepiej zaspokajać potrzeby swojego dziecka.
Moim zdaniem wyciągnęła Pani z tego artykułu wniosek pasujący do tezy pomijając drobne, acz istotne, szczegóły.
Ja niestety trafilam na ta ksiazke, ale na szczescie gdzies w polowie stwierdzilam, ze to nie dla mnie i rzucilam ja w kat. Jak widac po Twoich czterech artykulach mialam dobre przeczucia 🙂 co prawda nie wysypiam sie tak jak bym chciala, a moj dzien nigdy nie byl super unormowamy, ale patrzac na moje szczesliwe dziecko, ktore jest mega przytulasem, zupelnie o tym zapominam 🙂 musze znalezc ta ksiazke i w koncu ja wyrzucic!!
Też mam wrażenie, że czytałam inny „język niemowląt”, a brzebrnęłam przez książkę dwa razy 😉 nie będę powtarzała tego co napisały w komentarzach inne panie, ale zachęcam aby każdy sam przeczytał i wyrobił swoją opinię.
Przeczytałam wszystkie cztery części artykułu… Cieszę się ze nie miałam tej książki w rękach. Jest po prostu… niebezpieczna. Mój synek od 4mc przesypia całe noce, ale nigdy nie dostawałam tak drastycznych i brutalnych metod jak TH. Część o budzących się niemowlętach, które nie chcą nawet informować opiekunów ze ich potrzebuje doprowadziła mnie prawie do łez. Nie da się tego nazwać inaczej niż przemoc.
A jakie metody Pani stosowała? Mój synek właśnie w okolicy 4 miesiąca przestał przesypiać całe noce… tęsknię za tamtym czasem
Ludzie czytają Tracy bo nie ma alternatywy. Sama dostałam tę cholerną książkę.
Wiem! Napisz własna! Serio. Mamy potrzebują Cię 🙂
<3 Dzięki! Może za jakiś czas 😀
Nie chciało mi sie czytać wszystkich tych komentarzy ale ja tez bylam „fanka” TH. W skrocie to jest tak, mieszkam za granica, jak sie moja Hania urodzila to bylismy przez pierwsze dwa miesiace sami z nia, no trafilo nam sie super, bo Hania byla i jest wyjatkowo spokojnym i wesolym dzieckiem. Problem pojawia sie dopiero w momencie wizyty w PL. Duzo nowych osob, „dobrych rad” halasu, nowych miejsc itp itd. Dla takiego Maluszka to duzo, po jednej z wizyt w PL Hania postanowila nie spac w nocy, co dla nas bylo szokiem… wiec ja pierwsze co zrobilam to otworzylam ksiazke TH „zaklinaczka…” i postnowilam moje Dziecko przywrocic do ustawien fabrycznych za pomoca metody PP… zrobilam to dwa razy za pierwszym myslalam ze poleglam, za drugim stwierdzilam ze krzywdze swoje dziecko. Wole jak nie spi i sie bawi w lozeczku lub bawi sie z nami, niz wpada w histerie bo Matka wymyslila sobie jakies branie na rece i odkladanie. Moze sa dzieci na ktore to dziala, moje ieplaczace dziecko, placze jak stosuje sie do zasad TH…
Jestem mamą ośmiomiesięczniaka który od ok 2 do 4 miesiąca przysypiało noce. Było wspaniale, on wypoczęty, rodzice również. Mama radosna z energią i zapałem. Niestety od ponad 4 miesięcy dziecko samo zasnąć nie potrafi – albo jest noszone albo zasypia przy piersi. To samo w dzień i w nocy. Nieodkladalne, ja mam z tym duży problem przez ci często drzemie w dzień na moich rękach. Ile razy budzi się w nocy ciężko powiedzieć bo ze zmęczenia już nie wstaję i nie próbuję go odłożyć do łóżeczka. Co robić? Jak szukać rozwiązania? Książek TH nie czytałam ale jak dobrze zrozumiałam to trening samodzielnego zasypianie jest niedobry dla dzieci do 6 mż..? Czy to znaczy że w 9 mcu będzie OK?
Nie wiem czy wytrzymała bym to ale naprawdę już nie daje rady, ja i moje bolące od ssania skutki.
Po przeczytaniu „zaklinaczki dzieci”, w której jak widzę zawarte są bliźniacze treści, wpadłam w rozpacz, że już na nic moje starania, już nie się nie da zrobić, od początku wszystko zepsulam, moje dziecko zasypia przy piersi i w ogóle dramat. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam, że metody Tracy to jakieś terroryzowanie małego człowieka i skoro zdecydowałam się sprowadzić córkę na ten świat, w imię czego mam ją od początku tresować? Bo metody Tracy to wyrafinowana tresura, a nie wychowanie. Dziękuję Ci za tę serię wpisów, utwierdzam się tylko w myśleniu, że ta książka nadaje się jedynie na opał.
Dziękuje za ten artykuł! Właśnie miałam kupować książkę Pani Tracy… Dziękuje, bo dzięki temu artykułowi przestałam się czuć jak niekompletna matka nie słuchając Tracy i tych wszystkich dobrych dusz z jej filozofią
Szkoda, że nie przeczytałam tego wcześniej! Właśnie bardzo podobne metody stosuje pewna doradczyni snu i muszę przyznać, że jej argumentacja początkowo wydała mi się właściwa, dlatego też zapytałam o to na grupie, bo nie wiedziałam, czy w ogóle zacząć wprowadzać zmiany. Czekałam na analizę tego sposobu, ale nikt za bardzo o nim nie słyszał i niestety zostałam posądzona o promowanie takiego zasypiania i wyrzucona z grupy :/ Dobrze, że znalazłam ten artykuł i chociaż uzyskałam odpowiedź na nurtujące mnie pytania 🙂
Dziękuje Ci za ten artykuł. Jestem z każdej strony atakowana, że usypiam 5 miesięczna córkę na rękach,że kołysam. Teraz nie czuje się winna, że przyzwyczaiłam dziecko do noszenia.
To smutne, ze nadal tyle osob popiera teorie Tracy Hogg… Ja przeczytalam ta ksiazke i szybciutko sie jej pozbylam, poniewaz nie wyobrazam sobie, zeby w ten sposob trenowac/tresowac moje dziecko. Niemowle potrzebuje rodzicow blisko, moje nie znosi samo spac w lozeczku, wiec spi ze mna i z mezem. Oboje bylismy na to przygotowani, ze jak pojawi się dziecko, w naszym zyciu zajda zmiany. Uwazam, ze oczywiscie nalezy tez dbac o siebie, o relacje z partnerem itd. ale uwazam tez, ze nalezy dostosowac sie do nowej i wymagajacej sytuacji. Bez przesady, takie male dzieci nie potrafia wymuszac czegokolwiek. Budza sie w nocy, bo mają niezaspokojone potrzeby jedzenia, bliskości, bezpieczeństwa. Nalezy to uznac a nie doszukiwać sie w malym czlowieku terrorysty. Pozdrawiam!
Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że książki Tracy nie czytałem. Zaciekawiło mnie natomiast to, że jest tu tak duży rozjazd w ocenie tej książki. Autorka bloga i część komentujących twierdzą, że nadaje się tylko do spalenia, i że wyrządza wielkie zło, natomiast z drugiej strony jest dużo komentarzy, że ta książka jest świetna i metody TH czynią wręcz cuda, można powiedzieć, że praktycznie nie ma opinii pośrednich. Przeczytałem wszystkie 4 części recenzji i wszystkie komentarze napisane pod każdą z nich i zauważyłem pewien schemat. Otóż mamy które chwalą tą książkę zazwyczaj czytały ją będąc w ciąży z pierwszym swoim dzieckiem, szukały wiedzy na temat wychowywania dziecka, której w danym momencie praktycznie nie posiadały. Po narodzinach ich dziecko było poukładane, dobrze spało, mało płakało, w skrócie można powiedzieć, że było „bezobsługowe”. Te mamy całą zasługę takiego zachowania dziecka przypisują poradom Tracy, nie biorąc pod uwagę tego, że ich dzieci mają po prostu taką osobowość, że już takie się urodziły i byłyby takie grzeczne i poukładane również bez zastosowania porad Tracy. Tak naprawdę trudno znaleźć komentarz, aby któraś z mam miała wymagające dziecko, które non stop płacze i bardzo słabo śpi, a po zastosowaniu rad TH te wszystkie problemy znikły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Natomiast te osoby, które krytycznie oceniają tą książkę, to w większości mamy, które mają dziecko z grupy HNB i próbowały zastosować zalecenia z książki Tracy. Po ich komentarzach można dojść do wniosku, że porady z tej książki nie dość, że im nie pomogły, to wręcz często powodowały nasilenie się problemów.
Jeszcze raz chciałbym zaznaczyć, że książki nie czytałem, jednak po analizie wszystkich napisanych tu komentarzy, zarówno tych pozytywnych jak i negatywnych można dojść do wniosku, że książka „Język niemowląt” zdecydowanie bardziej szkodzi niż pomaga.
Dziękuję Ci za ten artykuł. Dzięki Tobie nie kupiłam książki, którą mi poleciła położna, a która nie jest warta mojego zainteresowania. Nie rozumiem szumu wokół tej książki i statusu bestsellera.
Polecam za to książkę „Karmienie piersią” Magda Karpienia wyd. Natuli – genialna na początku mlecznej drogi.
Dziękuję, książkę Magdy znam 🙂
Nie czytałam tej książki, ale od początku miałam założenie że moje dziecko będzie spało w łóżeczku. Wspólne spanie było dla mnie nie do pomyślenia i tak jak cała moja rodzina uważałam, że moja siostra przyzwyczaiła swojego synka do siebie. Z perspektywy czasu nie mogę uwierzyć w to, że naprawdę tak myślałam ? Wiele w moim myśleniu się zmieniło po tym jak zaszłam w ciążę i Ewa zaczęła mi przysyłać artykuły – między innymi z tego bloga – o rodzicielstwie bliskości (chociaż o spaniu akurat nie rozmawiałyśmy). Wiedziałam już, że moje dziecko będzie przytulane i noszone wtedy kiedy będzie potrzebowało. Kiedy już zostałam mamą pierwsze dwa tygodnie były koszmarem. W nocy prawie nie spałam bo co odłożyłam do łóżeczka to się budziła. Dodam że było to siateczkowe łóżeczko które stało obok mojego, więc teoretycznie byłam blisko. Albo od razu albo po kilkunastu minutach. Nie wyobrażałem sobie zostawić jej tam płaczącej ale też nie brałam pod uwagę wzięcia jej do swojego łóżka. Po prostu usypiałam ją na rękach i odkładałam. Wielokrotnie. Ze zmęczenia i sfrustrowania bolała mnie głowa. Dopiero 13stej nocy zobaczyłam jak rozpaczliwie płacząc macha rączkami przy siateczce próbując się do mnie przysunać omal nie pękło mi serce. Wzięłam ją do siebie na łóżko, położyłam obok i przytuliłam, po kilku minutach już spała. Potrzebowała mojej bliskości! Krótko po tym nauczyłam się karmić na leżąco ale z karmieniami czekałam aż się obudzi (zwykle z płaczem). Jakież było moje zdziwienie kiedy w końcu odkryłam że to „szamotanie” i machanie rączkami to szukanie mamy… Od tamtej pory gdy tylko zacznie się „szamotać” przysuwam się do córeczki. Czasami tylko się wtuli a czasami przyśsie do piersi. Nie wiem ile razy bo żadna z nas się do końca nie wybudza 🙂 Moja mama (przeciwniczka wspólnego spania) chwali się koleżankom że w nocy nie słychać że w domu jest dziecko 🙂
Rano obydwie wstajemy w dobrym humorze :). Owszem, zdarzają się noce kiedy tego przytulania czy ssania jest więcej, bywa że nawet się obudzę i nie mogę zasnąć ale spędzam ten czas w ciszy ze śpiącym dzieckiem, obok a nie na moich rękach. Nie muszę się martwić że zaraz trzeba odłożyć i pewnie znowu od nowa kolejny raz usypiać. Mój mąż czasami pyta kiedy ona zacznie spać w łóżeczku – teraz już stoi standardowe drewniane – odpowiadam, że będzie spała ze mną tak długo jak będzie potrzebowała. A łóżeczko póki co jest miejscem zabawy i poczekalnią w sytuacji gdy mama musi do łazienki 😉 Pani Magdaleno, dziękuję że Pani jest. Uświadamia Pani kobietom, że dziecko to taki sam człowiek, mający potrzeby i uczucia. Wszystkim polecam Pani bloga. Książki polecane przez Panią są genialne. Po lekturze „Przytul mnie mocno” już nikt mnie nie przekona, że rozpieszczam córeczkę 🙂
Bardzo dziękuję za ten komentarz!
Boże… moja córka ma 9 miesięcy.. a ja książkę TH czytałam jakiś rok przed zajściem w ciążę… tak z ciekawości bo przez przypadek wpadła mi w ręce. Chyba nie przeczytałam całej, ale… nie wiedziałam, ze tak bardzo zapadła mi w pamięci! Malo tego koja mama też nie pomaga bo ma podejście zupelnie jak Tracy… i mi siedzi z tylu głowy, że Iza powinna sama zasypiać, bez bujania itd, i chodze zirytowana, wypieram potrzeby dziecka, choc z jednej strony wiem, że to niemowlę, ze potrzevuje bliskosci itd a z drugiej irytuję się, ze ,,nie tak mialo być”. Dziecko mialo byc ,,samodzielne” a ja wyspana… zamiast cieszyć sie tymi chwilami, zamiast poświęcać dziecku noce z cierpliwością… ten artykuł bardzo mi pomogl. Tzn mam nadzieję, ze pomoze bo postaram się przemyslec sprawy i zmienic nastawienie… Dziekuje!
Ja mam pytanie do Pani Magdaleny – co z powiedzeniem szczesliwa matka- szczesliwe dziecko? JEstem mama 6 miesiecznej dziewczynki. Tak jak pani opisala w okolicach 4 miesiaca przestala przesypiac noce, Przeczytalam ksiazke TH ale nie podazalam za jej wszystkimi radami odnosnie karmien czy noszenia tzn przyzwyczajania… Od 2 miesiecy nie spie doslownie!!! Cierpi na tym nie tylko ja ale przedewszystkim moje dziecko,i moj maz. Ze mna sie nie da poprostu zyc bo przez nie wyspanie jestem ciagle rozdrazniona i nie mam ochoty na aktywny dzien z dzieckiem… Jak zaradzic tej patowej sytuacji? Zaczelam stosowac metode nie reagowania na placz w nocy…czasem zadziala ze MAja sie sama uspokoji. Gdy nie zadziala…podnosze – uspokajam i odkladam tak jak radzi TH…to wszystko na nic bo ja nie ucze dziecka nie budzenia sie…i moze nie powinnam na to liczyc ale jak pracowac z wlasna psychika zeby to wszystko jakos funkcjinowalo…Amerykanie stosowali brak snu jako torture dla zlapanych terrorystow…dla mnie zblizajace sie noce oznaczaja kolejna torture przez ktora musze przejsc…i zaznaczam ze kocham swoje dziecko nad zycie…ale wlasnej fizjologii nie da sie przeskoczyc…Pani artykuly pomogly mi zrozumiec dlaczego sa te nocne pobudki w sposob bardzo racjonalny,..rozumiem ze to nie uniknione…bede wstawac i tulac ale jak nie traktowac tego jak torture i miec energie na nastepny dzien?
Jak ja żałuję, że nie przeczytałam tych artykułów wcześniej!
Książkę TH poleciła mi koleżanka, mama trójki. Zachwyciło mnie w niej jedno, co stosowaliśmy od początku – słuchanie rodzajów płaczu. Faktycznie dość szybko rozpoznawaliśmy kiedy nasz Mały Człowiek płacze z powodu mokrej pieluszki, a kiedy z głodu.
I to by było tyle z plusów publikacji wg mnie.
Próbowałam odkładać do łóżeczka-dostawki, karmić z zegarkiem w ręku, zabawiać, gdy płakało a czas karmienia jeszcze nie nastał, nie nosić w tzw. międzyczasie. Miałam wrażenie, że to ja terroryzuję swoje dziecko, a nie ono mnie! Intuicja podpowiadała mi coś innego, no ale przecież ta „światowej sławy specjalistka” na pewno wie lepiej.
W końcu wreszcie posłuchałam instynktu, tuliłam ile wlezie, karmiłam na żądanie X razy na dobę, nosiłam w chuście, wzięłam do łóżka i cała nasza rodzina była szczęśliwsza.
Nie polecam książki mamom pierwszego dziecka. Sieje wg mnie zamęt zupełnie niepotrzebny na początku macierzyńskiej drogi. Czy polecam ją w ogóle? Chyba też nie. Dla nas była przydatna w jednym aspekcie, ale kilka innych rozwaliła.
Magdaleno – dziękuję za Twojego bloga!!!
To niewiarygodne jak Pani artykuł krytykujacy książkę Tracy Hogg mija się z tym, co faktycznie autorka w niej proponuje. Obecnie jestem mamą 4 miesięcznego synka. Przed porodem nie przeczytałam książki Tracy Hogg, za to przeczytałam wpis u Pani. Bardzo żałuję i żałowałam już po kilku dniach, gdy mały był z nami, że tak bardzo się nim zasugerowalam i książkę odstawiłam. To w jaki sposób ją Pani krytykuje wstawiając „fragmenty”jest dowodem na to jak zdania wyrwane z kontekstu mogą manipulować znaczeniem i służyć do złej interpretacji. Osobiście przeczytałam zarówno „Język niemowląt” jak i „Zaklinaczkę dzieci”- tą drugą szczerze polecam, bo jest moim zdaniem bardziej konkretna z mnóstwem wskazówek. Dzięki nim mogłam spokojne ułożyć małemu rytm dnia i wyjść z chaosu spontanicznych reakcji. Obecnie moje dziecko przesypia noce, w ciągu dnia zasypia samo i NIE, nie jest wypłakiwane, jest pogodnym, spokojnym niemowlakiem. Książka jest niesłusznie krytykowana a już na pewno krytyka jest mocno naciągnięta. Polecam innym mamom, które nie czytały książki bo się zasugerowały tym artykułem, by wyrobiły sobie własną opinię:)
Dla mnie książka była traumą. Przeczytałam ją mając już 8-miesięczne dziecko i dowiedziałam się z niej, że wszystko robiliśmy źle (córka zasypiała tacie bujana na rękach, a mi – leżąc przy piersi). Byłam załamana. Na szczęście miałam w domu przeprowadzkę i wstrzymałam się z wdrożeniem „EASY” planu do końca domowych rewolucji – w tym czasie kupiłam to szkolenie o rytuale wieczornym i jak bardzo zmieniło się moje myślenie!
Potem dopiero jak czytałam pominięte rozdziały o karmieniu piersią to widziałam, że gdybym słuchała rad tej książki, nie udałaby się moja walka o karmienie piersią. Walczyłam z CDL i laktatorem i walka jest wygrana. A w tej książce są klasyczne błędy dotyczące karmienia, które mamy walczące o pokarm – doprowadzą na skraj wytrzymałości i w najgorszym razie do utraty pokarmu.
Książki zdecydowanie nie polecam! Dziękuję Magdo za ten tekst!
Te metody to są kompletnie nie na te czasy. Mam starszego syna z aspergerem (prawie 4lata) i cały czas myślę gdzie on (i ja oczywiście) byśmy teraz było gdyby nie noszenie, tulenie, zasypianie przy piersi, usypianie na rękach i spanie na mamie z dostępem do bufetu. Syn jest na granicy zaburzeń ze spectrum i nieśmiało powiem, że mam wrażenie, że jest taki przytulaśny, całuśny, ciepły i otwarty, że to moja zasługa i tego całego noszenia. Poszedł do przedszkola mając 2,5 roku. Adaptacji praktycznie nie było. Uwielbiam tam chodzić od pierwszego dnia. Wiecie czemu? Bo on wie, że jakby coś to mama nad wszystkim czuwa… choć na artykuł trafiłam bo nasza nówka (7msc syn) od 3 miesięcy zdecydowanie skraca przerwy w nocnym budzeniu się i teraz jest to pobudka co godzinę, a dziś to co 15min… ja już mdleje ze zmęczenia ?
A ja uważam, że nie ma idealnego przepisu aby bylo dla kazdego super.. Wiadomo jednak ze maly człowiek potrzebuje czulosci, miłości i duzo zainteresowania. W tym wchodza nieprzespane noce, ciężkie dnie. Jest frustracja, jest zmeczenie, ale kobietki robiac dziecko, decydujac sie na ten dar chyba wiedziałyśmy ze będzie w chusteczkę ciezko i trzeba zrezygnowac z przyjemnosci i relaksu. Dziecko to poświęcenie siebie, dla niego. Trzeba szanować uczucia i potrzeby takiego malego szkraba. Uważam ze na sile odkładanie, czy nie karmienie w nocy jeśli dziecko potrzebuje to jest straszne. Autorka bloga pokazuje ze mala istota ktora jest bezbronna, ktora bez nas sobie nie poradzi, ktora potrzebuje miłości, chce czuc nas. To jest absurd jak ktoras z pan mysli ze przez 9 miesiecy dziecko myśli ze jest samo. Przeciesz slyszy bicie serca naszego, slyszy głosy, po narodzonach rozpoznaje swoja matke po przez glos i zapach!!! Halo kobietko stad te bzrudy wzielas haha. Właśnie jest świadome ze nie jest samo i ze jest ktos z nim. Dziecko ma więcej swiadokosci niz myslimy. Zeby nie mialo, to po co chcialo sie przytulić jak jest mu zle, po co chciałoby czulosci jak choruje? To by na nasz widok nie usmiechaloby sie. To moje zdanie. Dziecko potrzebuje duzo uwagi i poswiecenia. Nie uciekajmy sie do skrotow.
Kocham ten tekst! Wreszcie zdroworozsadkowe i najzwyczajniej w swiecie normalne podejscie. Nie sadze aby wiejszosc rodzicow zdawala sobie sprawe z tego jak bardzo krzywdza swoje dzieci od urodzenia (nieswiadomie oczywiscie).
Ja tez uslyszlam porady typu nigdy nie pozwalaj dziecku zasnac na piersi czy nie spij z dzieckiem w lozku czy nie uspokajaj bo musi sobie poplakac hahahha. Jak to dobrze miec dziec po 30tce kiedy ma sie odpowiednie doswiadczenie zyciowe i wlasne przemyslenia aby nie przyjmowac opinii innych jako 'prawde’.
Moja corcia rozwija sie jak burza- jest bardzo kommunikatywna, rozumie coraz wiecej zwrotow, siedzi raczkuje i zaczyna wstawac, ma 8 miesiecy, jest karmiona piersia, spi z nami w lozku a tata pelni super aktywna role w jej rozwoju. Co najwazniejsze jest radosnym, szczesliwym i safely attached dzieckiem, ktore coraz lepiej spi w nocy (po dwa ciagi 5-6 godzinne) i zasypia bardzo ladnie (nie sama, z mama tak jak powinno to wygladac).