
Pierwszą część wpisu o drzemkach znajdziesz TUTAJ.
Kolejna część wpisu z odpowiedziami na zadawane przez Was pytania o drzemki. Na pewno na tym artykule się nie skończy i trzecia część pojawi się niebawem. Tymczasem do brzegu, moi mili, startujemy z trzema ciekawymi zagadnieniami:
Czy powinnam ustalić jakiś rytuał przed drzemką, czy zawsze powinno się usypiać dziecko na drzemkę w ten sam sposób i w tym samym miejscu?
Im więcej elastyczności w kwestii drzemek, tym lepiej dla rodziny. Serio.
Niezwykle podnoszą mi ciśnienie zalecenia trenerek snu, które doradzają, by co najmniej przez pierwszych kilka tygodni „nauki samodzielnego zasypiania” wszystkie drzemki odbywały się w niemowlęcym łóżeczku w zaciemnionej sypialni. Nie w chuście, nie w wózku podczas spaceru, nie w foteliku, a już broń Boże nie na rękach! Znam mnóstwo matek, które dostają depresji poporodowej na samą myśl o tym, że przez kilkanaście czy kilkadziesiąt dni miałyby się stać więźniami własnego domu patrzącymi na zegarek i przeliczającymi „czasy czuwania” (klik!) albo do końca drzemkowego okresu życia dziecka (czyli między rokiem a trzema latami) wracać biegiem z cudownego spaceru w letni dzień, by odłożyć malucha do własnego łóżka.
Stworzenie sztucznej, ścisłej rutyny sprawdza się, gdy sami jesteśmy jej fanami. Natomiast, jeśli rodzina jest aktywna, lubi spacery, wyjścia do ludzi, na miasto, podróże to zbawieniem jest nieupieranie się przy jednej „najlepszej” metodzie, tylko korzystanie ze sposobu, który akurat pasuje.
Fajny piknik? Nie ma sprawy, podam mleko i zaśnie podczas ssania. Propozycja wyjścia do muzeum? Okej, bierzemy nosidło, uśnie u kogoś na plecach. Telefon od znajomych, żeby wpaść na ciasto? Nie ma sprawy, prześpi się w samochodzie i akurat jak dojedziemy, włączy wersję demo i będzie czarującym niemowlakiem. Mama poszła zrobić sobie hybrydę? To babcia pośpiewa, trzymając ją na rękach. Widzicie to?
Bywa, że jedna jedyna ustalona metoda staje się przekleństwem. Pracowałam z rodzinami, które usypiały dziecko w bardzo określony sposób – to, co było fajne, naprawdę bardzo szybko zaczynało przynosić więcej problemów niż korzyści (bo dziecko wyrasta z gondoli, bo trzeba wszędzie wozić ze sobą piłkę do skakania, bo mama musi się kłaść w samochodzie na tylnym siedzeniu, jako że dziecko chce być karmione wyłącznie na leżąco, bo rezygnuje się ze wszystkich interesujących aktywności, które wypadają w okolicach drzemki).
Czy drzemka w łóżeczku jest lepsza/ bardziej regenerująca niż drzemka przy piersi mamy, na rękach rodzica, w chuście, wózku, foteliku samochodowym?
Jeśli dla rozwoju poznawczego (czy jakiegokolwiek innego) naszych dzieci miałoby znaczenie, w jakich warunkach drzemiemy, nigdy nie doszlibyśmy do momentu, w którym siedząc na zapadłej wsi komunikuję się przez mobilny internet z rodzinami z całego świata.
Innymi słowy: gdyby drzemki przy rodzicu były w jakikolwiek sposób niekorzystne, nie przetrwalibyśmy jako gatunek przez tyle tysięcy lat i w tak zróżnicowanych warunkach klimatycznych. Łóżeczka niemowlęce są ekstremalnie nowym wynalazkiem – zaczęły się upowszechniać w XIX wieku, czyli to kwestia ostatnich 200-300 lat (jeśli weźmiemy pod uwagę używanie przez najbogatsze warstwy społeczne kosze Mojżesza, to cofamy się do wieków średnich, czyli ostatnich max. 800 lat), a nasz gatunek istnieje od ponad 190 tysięcy lat.
Ludzkie niemowlęta rodzą się wyjątkowo niedojrzałe w porównaniu do wszystkich innych ssaków. Naturalnym środowiskiem, w którym dojrzewają, także w czasie snu, jest bliski kontakt fizyczny z opiekunem [1]. Karmienie i noszenie dziecka do snu zapewnia mu nie tylko wielozmysłową, zdrową stymulację (dotyku, smaku, węchu, wzroku, równowagi). Kontakt fizyczny, z którym się nieodzownie wiąże, jest źródłem poczucia bezpieczeństwa i komfortu. Dzieci są stworzone do spania przy piersi, przy/na rodzicu i do spania w ruchu (chuście, nosidle, współcześnie także w jadącym wózku). To wbudowany program.
Wyobraźcie sobie pierwotne plemię, małą społeczność łowiecko-zbieracką z kilkorgiem dzieci w różnym wieku. Dotarła do nich informacja, że powinni przestać usypiać niemowlęta podczas noszenia, bo tworzy to „złe nawyki”, a chusta i pierś to „rekwizyty” do snu. Postanowili więc na każdą drzemkę każdego z dzieci (a każdemu drzemki wypadały w innym czasie) przysiadać, kłaść dziecko na liściu i czekać, aż się wyśpi. Co by się stało z taką grupą? Sądzę, że migusiem umarliby z głodu i pragnienia, gdyby na rzecz słodkiego wpatrywania się w śpiące na pleckach maluchy zaprzestali szukania wody i pożywienia. Jak dobrze, że nasi prapraprapraprapra… przodkowie nie mieli internetu!
Podsumowując: jeśli więc Twoje niemowlę drzemie w łóżeczku, to świetnie. Jeśli zaś śpi tylko na Tobie lub z Tobą – śpij razem z nim albo zorganizuj ten czas tak, aby jak najmniej się nim frustrować (stacjonarnie: ebooki, audiobooki, seriale na słuchawkach, w ruchu: chusta, nosidło ergonomiczne). Zasady bezpiecznych drzemek w chuście znajdziesz tutaj.
Dlaczego, gdy leżę obok niego, moje dziecko przesypia dwie godziny, a jeśli wstanę, budzi się po pięciu minutach?
Odpowiem pytaniem na pytanie: kiedy ostatnio spadłaś z łóżka? Hmm, pewnie nie pamiętasz, może w zamierzchłych czasach, a może nigdy w życiu. A dlaczego nie spadasz, skoro śpisz? Przecież się ruszasz, przewracasz z boku na bok…
W czasie snu mózg nie wyłącza całkowicie odbioru bodźców z otoczenia. Gdyby tak było, masowo spadalibyśmy z łóżek, przygniatalibyśmy niemowlęta śpiące z nami (co się nie dzieje), spóźnialibyśmy się do pracy (nie słysząc budzika), a nasze dzieci nie budziłyby się przy pierwszych promieniach słonecznych zaglądających do sypialni o piątej nad ranem, wróć: o piątej W NOCY.
Organizm każdego człowieka kontroluje najważniejsze parametry własne i środowiska, także podczas snu, zwłaszcza w jego lekkiej fazie. Robi to, aby odpowiednio zareagować – czyli zwykle: obudzić się – w razie potrzeby.
Ludzkie dzieci rodzą się totalnie bezradne i stan kompletnej zależności od opieki dorosłych utrzymuje się u nich przez naprawdę długi czas. Sorry, ale nawet trzylatek nie poradziłby sobie zbyt długo sam w mieście, nawet ze stówą w kieszeni. Nie powinno nas więc dziwić, że to właśnie na obecność lub nieobecność opiekuna niemowlęce radary są nastawione najmocniej. Dzieci słyszą nasz oddech i odczuwają, że jesteśmy (poprzez temperaturę czy dotyk). Bliskość rodzica jest ich naturalnym, biologicznym środowiskiem umożliwiającym regulację [2]. Miejscem, w którym czują się bezpiecznie – a żeby spać, trzeba się czuć bezpiecznie.
Poza tym im młodsze dziecko, tym ma krótsze cyklu snu i tym więcej czasu spędza w fazie snu lekkiego (więcej o tym tutaj). Oznacza to, że częściej niż dorosły jest w fazie „sprawdzam”; kontroluje, czy z jego organizmem i otoczeniem wszystko jest w porządku. I to świetnie, bo ten mechanizm właśnie (poza upierdliwością dla rodziców leżących na przymusowej drzemce) chroni małe ciało przed przegrzaniem, odwodnieniem, głodem, chłodem (i najogólniej mówiąc postrachem rodziców, czyli śmiercią łóżeczkową) [3].
Idea spania małych dzieci bez kontaktu fizycznego z opiekunem, zarówno podczas drzemek, jak i nocą, jest relatywnie nowa (patrz: odpowiedź na poprzednie pytanie). Potrzeba jeszcze wiele setek tysięcy lat cywilizacji podobnej do współczesnej, by niemowlęta „zrozumiały”, że jeśli śpią samotnie, nie grozi im atak ze strony tygrysa ani śmierć z wychłodzenia. To kwestia genetyki – ciała naszych dzieci nie zdążyły się jeszcze przyzwyczaić do obecnych warunków życia. Nie ma w tym żadnej magii, szóstego zmysłu ani złośliwości maluchów, jest po prostu czysta biologia.
PS. To z wiekiem mija, naprawdę! #potwierdzoneinfo
Potrzebujesz sprawdzonych informacji o powodach pobudek Twojego dziecka oraz poznać sposoby na zaopiekowanie się nimi? Sprawdź szkolenie „Dlaczego dzieci się budzą?”.

„Pani Od Snu”. Psycholożka, terapeutka poznawczo-behawioralna bezsenności (CBT-I), pedagożka, promotorka karmienia piersią i doula. Mówczyni i trenerka (pracowała jako ekspertka od snu m.in. z Google, ING, GlobalLogic, Agorą i Treflem), prelegentka TEDx. Certyfikowana specjalistka medycyny stylu życia – IBLM Diplomate – pierwsza w Polsce psycholożka z tym tytułem. Wspiera dorosłych i dzieci doświadczające problemów ze snem.
Więcej o Magdalenie TUTAJ.
Kolejny twój wpis, który powinien zostać przeczytany przez wszystkie babcie, ciotki, sąsiadki, szwagierki i inne ekspertki od dzieci. Takie rzeczy powinny być wtłaczane do głów już na etapie szkoły rodzenia!!
Ileż ja się niepotrzebnie namartwiłam, bo moje dziecko a to zasypia przy piersi i co to będzie, a to popsuł się nam rytm i Mała wstaje rano co raz to o nowej porze. Dzięki i pozdrawiam. Twój blog to świetna robota, już poleciłam go koleżance, która będzie niedługo rodzić.
To samo. Kolezanki uzywaly zwrotow: „Nie, teraz nie, bo teraz pora drzemki”. Poniewaz moje dziecko nie mialo zadnego dla mnie zrozumialego rytmu snu, a ponadto spalo bardzo malo, odczuwalam to troche jako moja wine. Wydawalo mi sie, ze powinnam wprowadzic jakas strukrure, a tymczasem nigdy nie wiedzialam, czy usnie na piec minut, czy (rzadko) na dwie godziny i kiedy to nastapi. I w koncu zaczelam to, nie bez wyrzutow sumienia, integrowac w moje zycie, czyli zabieralam ja po prostu wszedzie, starajac sie nie myslec, czy zasnie i czy bedzie to mialo wplyw na sen w nocy. Zgadzam sie absolutnie, ze teksty Magdy powinny byc czytane przez mamy, a szczegolnie te, ktore maja watpliwosci, czy idac czasem „na zywiol”, ufajac instynktowi moga zaszkodzic dziecku.
Najwidoczniej jesteś mamą malucha, który zasypia w każdych warunkach. Nie wszystkie dzieci tak mają. Moja córeczka nie zaśnie na zakupach, u znajomych ….to dla niej zbyt ciekawe. Ja widzę, że jest już zmęczona, ale nie zasypia. Po czym jak zostajemy same zaczyna się płacz, jest już tak okropnie zmęczona… więc muszę pilnować jej por drzemek. Dodam, że są one wynikiem obserwacji jej aktywności. A do autorki tekstu dodam, że jestem mamą karmiącą piersią, śpiącą w nocy z małą, czasem na drzemkę. Uczciwej byłoby dodać, że taki tryb życia to też ciężka praca. W nocy ból pleców, bo mała budzi się kiedy nie ma w zasięgu piersi…. nikt nie może mnie zastąpić, bo Mała potrzebuje piersi itd. to nie tylko szczęście bliskości….bardzo nie lubię, kiedy pomija się ten aspekt
Właśnie tak! Ja np po 11 miesiącach spania z cyckiem w paszczy córki jestem dosyć wykończona i marzę żeby ktoś lub coś mogło mnie zastąpić. Niestety, podobnie jak wyżej, moje dziecko nie śpi w wózku ani u znajomych, bo jest wtedy zbyt zaabsorbowana oglądaniem wszystkiego a jeśli nie wrócimy na czas drzemki to później ma ogromny kłopot z zaśnięciem.
Jak ktoś mi mówi, że podążam za trendami i stosuję nowomodne metody, bo noszę w chuście, śpię z dzieckiem i nie mam osobnego pokoju dla niego, to mi się śmiać chce 😀 Wózki i kołyski to taka tradycyjna sprawa przecież…
wszystko ok, fajnie wyglada jak sobie myslisz: moje dziecko moze spac wszedzie… gorzej jesli dziecko zwyczajnie jest za bardzo zaciekawione rzeczywistocia zeby spac. Probowalismy juz wielokrotnie uspic mlodego w wozku, w nosidle w chuscie itd. bez sukcesu. Nieraz juz jest tak wykonczony, ze ledwo na oczy widzi ale zasnac nie zasnie… wiec tak, biegne do domu go uspic. I tu pojawia sie to samo o co oskarzamy trenerki snu. Tak samo jak one zakladaja, ze wszystkie dzieci powinny spac w lozeczkach, tu zakladamy ze zadne dziecko nie musi. A ja jednak powiem, ze musi… moje musi… ze mna w lozku tez moze, ale prawda jest taka, ze najlepiej spi w swoim lozku. I nie, nie jestem zwolenikiem rytualow, czy treningu snu. Moj syn nie zasypia sam, przytulamy sie do snu i lulamy. Ale koncowo musze go odlozyc do lozeczka, bo ani w wozku ani w nosidle spac nie bedzie…
I o to właśnie chodzi żeby dopasować wszytko do potrzeb swoich i dziecka a nie pod dyktando i pomysł kogokolwiek.
Naturalnie czyli tak jak czujesz że powinno być. ? każde dziecko jest wszak inne .
U nas identycznie. Synek 7 miesiecy. Musze pilnowac por drzemek, bo potem jest taka awantura, ze usypianie zajmuje mi dobra godzine 🙁 i jest okropny placz. Ale juz znam mniej wiecej rytm synka. Pory aktywnosci ma ok. 2.15-2.30 h, po tym czasie juz wiem, ze musze go zaczac powoli wyciszac, poniewaz patrz wyzej. Najpierw biore do lozka i tam z 5 minutek sobie lezymy (on oczywiscie pelza mi po calym lozku, ale troszke sie wycisza). Potem piers, wycisza sie jeszcze bardziej, czasami zasnie, aczkolwiek im starszy tym rzadziej zasypia mi przy piersi 🙁 w czasie ssania juz widze, ze pociera oczka ze zmeczenia. No i puszczam kolysanke, biore na rece, spiewam do kolysanki ( jakos mi razniej jak mam z kim spiewac :)) i lulam, lulam 😉 czasami uda mu sie zasnac przy jednej piosence, czasami juz mnie plecy tak bola, ze spiewam z zacisnietymi ustami, ale co zrobic ?? raz, za namowa mojego taty, ktory sam przeciez, jak to mowi, trojke dzieci wychowal i nigdy ich nie nosil do snu, probowalam polozyc go do lozeczka, zeby zasnal. Meczyl sie z godzine, ja razem z nim, co zaplakal to go na rece bralam. Potem z powrotem do lozeczka, bo przeciez ma tam zasnac! I tak co chwile. Powiem Wam, dopiero mnie plecy bolaly ? nie wytrzymalam, wzielam na rece, wlaczylam kolysanke i lulalam, lulalam ? byl juz bardzo zmeczony ta proba usniecia w lozeczku. To byla moja pierwsza i ostatnia proba ?
Trafilam przez przypadek i to jest tekst ktorego wlasnie potrzebowalam. Córka (2mce) w ciagu dnia raczej spi w lozeczku, ale bywa ze spi tez na mnie. I ciagle mialam z tylu glowy te teksty : patrz, bo przyzwyczaisz! W nocy malutka spi ze mna bo latwiej zasypia po karmieniu. Dzis w nocy sprobowalam ja odlozyc, przez godzine sie wiercila i marudzila, a ja co chwile podchodzilam do Lozeczka. W koncu wzielam na rece i po minucie zasnela…. Widac tego potrzebuje i mam teraz wytlumaczenie dlaczego 🙂
Moim zdaniem ten blog powinien być obowiązkowy dla każdej mamy. 🙂 jest taki pocieszajacy. Zawsze mnie podnosi na duchu. 🙂
Kolejny fajny wpis i czlowiekowi od razu lepiej, ze ufa intuicji i instynktowi. Nasz trzymiesieczniak malo spi w ciagu dnia i jak ma dwie drzemki to ja sie zastanawiam na co sie rzucic najpierw – gotowanie, odgruzowywanie, pranie czy kawa. Spi albo przy piersi albo w wozku, albo huscie, albo na mnie. Malo jest zrozumienia dookola, niestety…
to prawda. my kupilismy nosidełko Luna Dream na wyjazd. a młody zamiast zwiedzać, bo lepiej widzi, to spał jak aniołek… 😉
Pięknie, ale jednak taka drzemka spokojna w domu i w ciszy wszystkim n się przydaje xD ale jak trzeba to młoda i w górach w nosidle kima i w samochodzie… Chociaz z zasypianiem nigdy łatwo nie było, na wieczór zasypia tylko w chuście a waży już 13 kg (16 mies)… Troche jestem w kropce, bo szybkie to i przyjemne, ale jednak byłoby świetnie gdyby zaczęła kumam, że można się też polozyc (nawet z mamą, z cyckiem, co nie przechodzi – ucieka) i po prostu zasnac… To też byłoby piękne…
Przejrzałam ostatnio cały Pani blog i nie znalazłam wpisu o drzemce :O A tu takie złoto!!!!! Rewelacyjne dwa artykuły! Dziekuje! Bardzo mnie to uspokoiło 🙂
Cieszę się ogromnie!
Nie rozumiem, dlaczego kwestie wychowania dzieci są rozpatrywane w tak czarno-biały sposób. Uczysz dziecko spania w łóżeczku – jesteś samolubną egoistką bo jaskiniowcy tak nie robili. Czy nie większą krzywdą jest posłanie malucha do żłobka? Czy dzieci jaskiniowców miały żłobki? I pampersy? I odwrotnie – jak noszę swoje dziecko, bo nie chcę żeby płakało, to ono się przyzwyczai! I kto może mieć z tego powodu problem? Co najwyżej ja, więc czemu kogokolwiek to interesuje? Dlaczego we wszystkich opiniach jest tyle jadu i wzajemnego niezrozumienia? Czy nikt nie rozumie, że każde dziecko jest inne, każda rodzina jest inna, są różne sytuacje życiowe i że większość rodziców stara się jednak wychować swoje dziecko jak najlepiej? Apeluję o wzajemny szacunek dla różnych poglądów. Coś takiego jak bezwzględna prawda nie istnieje.
Dla mnie drzemka syna to świętość,ponieważ śpi w łóżeczku 2godziny,to dla mnie chwila wytchnienia/kawy/sprzątania/gotowania/etc.Tak organizuje dzień,żeby zawsze te godziny mieć dla siebie:)
Dziękuję za wpis. Uspokoił mnie w 99%. Moja córka każdą drzemkę spędza ze mną. Ok, po przeczytaniu wpisu (nie jest on pierwszym, w którym szukałam „pocieszenia”), uspokoiłam się, że to nie jest „przyzwyczajanie”. ALE! Boję się, że kiedy przyjdzie czas powrotu do pracy, a córka z tego „nie wyrośnie” to co wtedy?
Łatwo mówić, trudniej zrobić. Moje dziecko zasypialoby tylko na mnie. Nie tylko podczas drzemek, w nocy też. To kiedy mam się myć, jeść, korzystać z toalety? Nawet spanie obok mnie jej nie wystarcza. Pomijając moją niewygodę, zesztywnienie wszystkich mięśni, zawsze zasypiam ze strachem czy jeszcze się kiedyś obudzi. Jest wczesniakiem, powinna spać w łóżeczku z monitorem oddechu, a tymczasem śpi z buzią wtuloną maksymalnie we mnie i w kazdej chwili może zatkac nosek. Boję sie, że coś mi się przyśni, zadzwoni ktoś, a ja nagle się zerwę i mi spadnie lub ją uderzę. Może i jaskiniowcy tak spali, ale nie mieli wysokich łóżek, domofonów, głośnych samochodów za oknem itd. Wolę mieć zestresowane dziecko niż martwe.
Po pierwsze ten blog to ósmy cud świata!! ❤️❤️ Po drugie mam pytanie odnośnie drzemek u dziecka aktualnie 4 miesięcznego, czy powinno się je usypiać o stałych godzinach, czy też wtedy kiedy robi się senne? Oczywiście, że czasem wychodzi to naturalnie bo zmęczy się w chuście czy na spacerze, ale kiedy zazwyczaj wychodziłam na spacer Ok. 14 i dzieci zaczyna być lekko senne ale nie ziewa, nie trze oczu a mamy 14:30 powinnam je uśpić czy czekać aż ewidentnie pokaże „chce mi się spać”
A co, jeśli dziecko nie chce zasnąć choć jest zmęczone? Mam ogromne problemy z uśpieniem synka – 22 miesiące – w domu. Zaśnie zazwyczaj w aucie, ale w domu już się buntuje, choć trze oczy i widzę, że jest zmęczony. Wyciszam, czytam, śpiewam, tulę. Nieraz ponad godzinę. Płakać mi się chce czasem samej (drzemka syna to jedyny czas, który mam dla siebie lub na pracę), ale synek skacze, kręci się, gada, wydaje się tryskać energią…Próbowałam o różnych porach – wcześniej, później…Czasem padnie np. ok godz 17. Co jest bez sensu, bo wtedy nie chce spać w nocy (zasypia np. po godz. 22…) nie wiem już co robić. Zrezygnowałabym z drzemek, ale ok godz 17-18 on juz nie ma sił ewidentnie. Czyli musi się przespać w dzień.
Cześć, u nas chyba nieco podobna sytuacja – przyczyny może inne, ale struktura podobna. Maluch dwa i pół roku, parę razy w dzień bez dzremki zasnął o tej 17-19 i spanie nocne do rana (z przerwami na karmienie), ale potem się skończyło i w dni bez drzemek ledwo dojeżdżaliśmy do 22 ze zmęczenia – my po całym dniu, dziecko tak samo, tylko chyba ze zmęczenia trudno było mu się wyciszyć + jednak trudność negocjacji, czyli dużo płakania – wcześniej żadnej nerwowości przed snem nie było. I w takie dni bywało zasypianie i o 24 … Teraz czasem wybudzamy z dzremki o 18 (po godzinie snu) – wcześniej nie było mowy o takiej pobudce i dobrym humorze. I zaczęłam wcześniej wstawać, więc dziecko też (bez piersi i mamy w łóżku), u nas starczy o 7.50, drzemka zaczyna się między 12 a 14 i o 22 zasypianie, ale bez problemów i nerwów.